myPolitics
commonEN:header.media.title
commonEN:header.education.title
commonEN:header.quizzes.title
AD PLACEHOLDER

Czy nierówności społeczne ratują naszą planetę przed wzrostem emisji CO2?

Równość dochodów czy klimat? Wybór należy do Ciebie. Wyrównywanie nierówności społecznych może przyspieszyć katastrofę klimatyczną.
|
8/23/2021, 02:31 PM
|
Kosma Zalewski
Czy nierówności społeczne ratują naszą planetę przed wzrostem emisji CO2?
AD PLACEHOLDER

Wyrównywanie nierówności społecznych może przyspieszyć katastrofę klimatyczną. Za tym kontrowersyjnym twierdzeniem stoją fakty. Każdy dolar dochodu ma swoją cenę wyrażoną w ilości wytworzonego dwutlenku węgla. Różni się ona w zależności od poziomu bogactwa.

W wypadku osób najbiedniejszych i średnio zamożnych emisja w przeliczeniu na dolar jest o wiele większa niż u najbogatszych. Pozostaje to w sprzeczności z informacjami, jakie przebijają się w mediach, sugerujących, że uprzywilejowana część ludzkości dzięki swej rozpasanej konsumpcji nadzwyczajnie przyczynia się do niszczenia planety, w tym w szczególności do powstawania efektu cieplarnianego. Tak na przykład tę sprawę prezentuje najnowszy raport IPCC.

Co więcej - obserwacja, że pieniądze posiadane przez bogatych cechuje względnie niski koszt ekologiczny kłóci się z już ugruntowanym poglądem o potrzebie walki z nierównościami społecznymi - co w konsekwencji ma służyć ratowaniu klimatu. Taka optyka jest popularna tak na młodzieżowych strajkach klimatycznych, jak i na forum w Davos.

W Partii Demokratycznej w Stanach Zjednoczonych ostatnie wybory prawie zwyciężył Bernie Sanders, którego głównymi postulatami były wysokie podatki dla najbogatszych, „skandynawski” model państwa opiekuńczego oraz troska o klimat. Obecnie prezydentem w tym, kraju jest Joe Biden, który prezentuje podobnie progresywne podejście do gospodarki i klimatu.

Filozofia państwa socjalnego połączona z walką przeciwo zmianom klimatycznym dochodzi do głosu na arenie międzynarodowej, a te idee w powszechnej opinii nie wydają się sprzeczne. Lewicowe środowiska często łączą je w jednym programie. Zadajmy więc pytanie: czy redystrybucja i walka ze zmianami klimatycznymi nie wykluczają się?

Podstawą zmiany społecznej, a w konsekwencji i ekologicznej, ma być redystrybucja bogactwa od najbogatszych do najbiedniejszych warstw społecznych tak, aby docelowo całość społeczeństwa znalazła się w szczęśliwej klasie średniej. Takie postulaty są przywoływane w debacie w poszczególnych krajach i dyskusji o całej planecie, na której 26 najbogatszych osób posiada tyle, co łacznie biedniejsza połowa ludzkości.

Narzędziami tej zmiany mogą być różnorodne programy społeczne - np. takie jak polska “Rodzina 500+”, darmowa opieka zdrowotna czy szkolnictwo. Dzięki pieniądzom warstw bogatszych wspiera grupy wykluczone, na dodatek zabiera się klasom wyższym zasoby hamując ich tak kosztowny dla planety sposób życia. Jakże nie wspierać takiej polityki?

Niedawne badania nad relacją pomiędzy bogactwem a emisją gazów cieplarnianych mogą wywrócić do góry nogami to intuicyjne rozumowanie. Profesorowie J. Caron i T. Fally z uniwersytetu w Berkeley oraz Montrealu pokazali, że emisja CO2 w przeliczeniu na dolar dochodu jest względnie wysoka u osób bardzo biednych (ponad 6 – 8 kg CO2 na każdy dolar dochodu) i zdecydowanie spada u osób majętnych (3 kg CO2 na każdego dolara dochodu), osiągając wartości bardzo niskie u najbogatszych. Dlatego też dolar w posiadaniu osoby bogatej jest o wiele mniej kosztowny klimatycznie niźli człowieka ubogiego.

Jak to możliwe? Czy wystawny styl życia bogaczy nie rujnuje klimatu Ziemi? Sposób wydawania pieniędzy osób z różnych klas społecznych bardzo się różni. Ludzie ubodzy często niemal wszystkie środki przeznaczają na konsumpcję: jedzenie, ubrania i opłacenie rachunków, tymczasem wraz ze wzrostem zamożności coraz większa proporcja środków przeznaczanych jest na oszczędności.

Co więcej, gama produktów, z których korzystają osoby zamożne, różni się znacząco od produktów kupowanych przez osoby o mniej zasobnych portfelach. Ludzie bogaci kupują produkty o znacznie mniejszym stosunku emisji CO2do ceny. Zdaniem ekonomisty Donalda Boudreauxa fakt, że Bill Gates jest 70 tyś razy bogatszy nie sprawia, że konsumuje 70000 więcej kalorii i nie posiada 70000 więcej aut i nie lata 70000 raz więcej samolotem, niż wykładowca nauk ekonomiczny. W związku z czym nie produkuje 70000 razy więcej gazów cieplarnianych.

Bardzo łatwo pomylić nierówności dochodów z nierównościami w produkcji dwutlenku węgla. Dla przykładu emisja gazów cieplarnianych emitowanych w trakcie produkcji markowej koszulki będzie zbliżona bądź wyższa od emisji związanej z produkcją zwykłej nie-markowej koszulki. Ponieważ jednak ubranie luksusowe może być kilkaset razy droższe od nie-luksusowego, emisje związane z wydatkiem jednego dolara na luksusową odzież są zdecydowanie niższe.

Również ilość energochłonnego sprzętu gospodarstwa domowego (jak lodówki czy telewizory) rośnie raptownie, gdy ich właściciele się bogacą, a następnie spada w przeliczeniu na jednego dolara dochodu u osób wyraźnie bogatszych.

Nie ulega wątpliwości, że skumulowana emisja gazów cieplarnianych osób bogatych jest wielokrotnie wyższa niż osób ubogich, np. Bill Gates płynący swoim nowym jachtem pozostawia znacznie większy ślad węglowy niż jego sprzątaczka. Jednakże ślad węglowy w przeliczeniu na majątek twórcy Microsoftu jest w istocie znikomy. Dlatego dolar w posiadaniu osoby bogatej jest o wiele mniej kosztowny klimatycznie niż osoby ubogiej.

Co jednak stanie się z całkowitą emisją CO2 naszej cywilizacji, jeśli dokonamy redystrybucji bogactwa światowej elity i przeniesiemy je do biedniejszych warstw całego świata? Mimo wszystko nietrudno zgadnąć: dolary o minimalnym śladzie węglowym (w przeliczeniu na ilość kapitału) stają się pieniędzmi klas o bardzo wysokim śladzie węglowym.

Obecnie najbogatszy 1% światowej populacji posiada 45% światowego majątku. Jeśli przesuniemy bogactwo tego 1% do warstw biedniejszych, to nawet bez skomplikowanych modeli matematycznych można przewidzieć eksplozję emisji gazów cieplarnianych. Wyniknie ona z zaspokojenia uzasadnionych potrzeb osób mniej zamożnych. Niestety wygląda więc na to, że doszliśmy do ściany. Znaleźliśmy się w sytuacji, w której nie mamy przestrzeni na rozwiązania bez trudnych etycznych konsekwencji.

Globalne ocieplenie, stanowiące współcześnie problemem egzystencjalny naszej cywilizacji, jest uwarunkowaniem, które rozważne władze muszą uwzględniać w swojej polityce. Wyrównanie nierówności majątkowych może przyspieszyć katastrofę i to dla wszystkich nas - czy to biednych, czy też bogatych.

Pod koniec warto dodać, że są różne formy wydawania funduszy publicznych – nie tylko socjalne, jak by się wydawało prawicowym radykałom. Pieniędzmi można pomagać najbiedniejszym, ale i walczyć ze zmianami klimatycznymi. Wiele państw prowadzi takie polityki, chociażby przez zastępowanie źródeł energii tymi mniej szkodliwymi dla klimatu. Funduje te zmiany środkami osób bogatszych. Dlatego przezwyciężanie zmian klimatycznych środkami uzyskanymi z kieszeni najbogatszych jest jak najbardziej możliwe. Tylko trzeba pamiętać, iż zaspokojenie konsumpcji w konsekwencji oznacza globalne ocieplenie. Planety nie obchodzi, czy pralka została zakupiona przez Billa Gatesa w Stanach Zjednoczonych, czy też Jasia Kapelę w Warszawie. Pieniędzmi Billa Gatesa natomiast można zakupić o wiele więcej pralek. Planeta jest tylko jedna, dla Jasia Kapeli i dla Billa Gatesa.

commonEN:authorInfo.author
Kosma ZalewskiKosma Zalewski
AD PLACEHOLDER

Blitz

AD PLACEHOLDER
Made with  by myPolitics Team